Przyznaję - jestem śpiochem. Nienawidzę wstawać przed godzina 10 i ile bym godzin wcześniej nie przespała, budzę sie niewyspana. Uwielbiam też popołudniowe drzemki, wieczorne kimanka, sjesty i wszystko, co pozwala mi śnić. Dlatego też trzymałam się długo swojej pracy o nienormowanym czasie. Bo choć musiałam spędzać w niej każdy weekend, to mogłam nie wstawać przed godziną krytyczną. Dlatego też cierpiałam podczas urlopów, spędzanych przez mnie od lat na sportowych obozach. Gdzie pierwszy trening zaczynał się o 6 rano!
Od jakiegoś czasu muszę wstawać właśnie o 6. I do dziś było to dla mnie męką, zwłaszcza, że o tej porze nawet mój kot odmawia współpracy. Ale dziś wstałam i jak obuchem uderzyło mnie, że słoneczko już świeci, a zamiast zgrzytu tramwajów słychać nawet śpiew ptaków! Powietrze było przejrzyste i rześkie, a zieleń prawie-majowych drzew orzeźwiająca!
Nie powiem, że polubiłam poranne wstawanie. Ale dziś życie było zdecydowanie łatwiejsze.
Komentarze (1)
Gość krfcnn 21.09.2010