Dawno nie pisałam, ale ci, którzy żyją w Polsce, pewnie zrozumieją. Trudno pisać bloga, kiedy ludziom do domów wdziera się woda.
Kataklizm to straszna rzecz, chociaż na szczęście dla Polaków powódż nie przyniosła ze sobą takiej ilości ofiar jak trzęsienie ziemi w Chinach. I powiem wam, że jednak jestem z nas dumna. W pewnym momencie w Krakowie zrobiło się gorąco, zagrozone było schronisko dla zwierząt. Pojawił się apel w sieci o pomoc przy ewakuacji i zaopiekowanie się zwierzętami. Wystarczyła chwila, a pod schroniskiem ustawiła się kolejka. Ci, którzy mogli, brali zwierzaki. Ci, którzy nie mogli ich wziąć, przyjechali samochodami, żeby je przewieźć w bezpieczne miejsce. Widziałam kobietę, która pakowała do auta 8 psów!!!! Zaimponowali mi ci ludzie.
I jeszcze ci, którzy przyjeżdżali w miejsca pękniętych wałów, pakować piasek do worków i nosić worki na wały. Widziałam 13-latkę, która ładowała piasek obok swojego 70-letniego dziadka. Takie widoki budują.
Oczywiście, nigdy nie brakuje takich, którzy są złośliwi albo bezmyślni. Tych, którzy stali na rozmiękłych wałach mimo próśb strażaków, filmując komórkami do upadłego. Czasami miało się ochotę krzyknąć "Ej, nie chcesz pomóc? To nie przeszkadzaj innym!".
Jednak, mimo wszystko, pozytywów było więcej. Niech się tam politycy kłócą, wizytuja pozalewane wały - dla mnie i myślę że innych ludzi też - ważne jest, że ludzka solidarność - nie ta polityczna, nie telewizyjna - ale zwyczajna solidarność w nieszczęściu jest w nas bardzo silna. W takich chwilach człowiek się cieszy, że jest człowiekiem.
Komentarze (0)
Brak komentarzy