Dziś z powodów zawodowych czytałam książkę o tym, jak o siebie dbać. O swoje zdrowie, urodę, sprawność fizyczną i psychiczną. Być może potraktowałabym tę książkę jak jeszcze jeden z niezliczonej rzeszy poradników, gdyby nie jedna rzecz. Autorka to pani po 50-tce, matka dzieciom i pracująca żona. I ta pani wygłasza rewolucyjną kwestię - warto dbać o siebie dla innych. Jeżeli ty jesteś szczęśliwa, szczęśliwa jest twoja rodzina. Jeżeli ty jesteś zmęczona, sfrustrowania, zawiedziona, nieszczęśliwa, choćbyś nie wiadomo jak się starała, twoi bliscy też nie będą szczęśliwi.
Ta prosta prawda uderzyła mnie jak młotkiem. W naszej kulturze nie wiadomo dlaczego pokutuje przekonanie, że bycie żoną czy matką wyklucza bycie zadowoloną z siebie kobietą. Kobieta, która dobrze sie ubiera, chodzi do kosmetyczki czy fitness klubu z pewniścią robi to kosztem rodziny. Ona na basem, a dzieci pewnie dostaną pizzę albo zestaw z KFC...Przyzwoita matka powinna nie mieć czasu dla siebie. Powinna być zaniedbana, gruba, z niemodną fryzurą, a do kina chodzić raz do roku. Na film rysunkowy dla dzieci.
Nie ma gorszej bzdury. Nie wierzę, że taki styl życia podoba się tym wszystkim kobietom. Widzą się w lustrze i zaczynają się bardzo nie lubić. A im bardziej nie lubią siebie, tym bardziej swoją złość wylewają na najbliższych. Najlepszy obiad nie będzie dobrze smakował, jeśli poda go ktoś z ustami zaciśniętymi w wąską kreseczkę, powarkujący, "że tyle się napracował, a nikt nie chce jeść".
Chcecie uszczęśliwić swoich bliskich? Uszczęśliwcie najpierw siebie, to pierwszy krok. Nie mówię o wizytach u chirurgów plastycznych czy wyjazdach do SPA. Jeśli macie na to fundusze - śmiało, pozazdrościć. Ale jeśli nie macie, nie musicie wyglądać i czuć się jak kocmołuch. Idźcie na spacer. Zamieńcie drożdżówkę na gruszkę. Poczytajcie książkę. Przecież nie musicie wszystkiego w domu robić same! A nawet jeśli te gary w zlewie poczekają chwilę na umycie to co?
Jestem zdecydowaną zwolenniczką zdrowego egoizmu. To nic złego. Naprawdę.
Komentarze (0)
Brak komentarzy