6 lutego
Nie chce mi się...
19.07.2010 godz. 22:23

Dziś będzie o usprawiedliwianiu. I okłamywaniu siebie. Bo tak mnie naszło jak dziś, zamiast iść na trening, po raz kolejny zaczęłam wymyślać tony usprawiedliwień, dlaczego iść akurat nie mogę. W zeszłym tygodniu były to wysokie temperatury, a na sali przecież nie ma klimatyzacji? Jak tu ćwiczyć w takim upale? Jeszcze wcześniej nie miałam nastroju. A jeszcze wcześniej byłam bardzo zajęta w pracy i nawet jak wychodziłam na czas, to przecież byłam strasznie zmęczona. I tak do mnie dotarło, jaka to ja jestem pomysłowa w szukaniu wymówek. I to nie przed innymi, bo przecież nikt mnie nie kontroluje, nie sprawdza, nie musze sobie pisać usprawiedliwień jak do szkoły. No więc po co wymyślam niestworzone historie, zamiast powiedzieć "nie chce mi się"?

Nie wiem jak was, ale mnie uczono, że słowa "nie chce mi się" są czymś strasznym. Lenistwo jest okropne, lenistwo jest grzechem, a człowiek powinien...właśnie, powinien...zawsze dążyć do samodoskonalenia. Uczyć się, pracować, osiągać awanse. Jak już zacząłeś, to trzeba to kontynuować. Zaciskając zęby, czasami nawet bardzo mocno.

Rozumiem, że zaciskać zęby trzeba przy obowiązkach, zwłaszcza jak ich nie lubimy. Chociaż powiedzieć teraz o pracy "nie chce mi się" to nawet na topie i takie lanserskie. Gorzej jeśli chodzi o przyjemności...No bo taki trening to dla mnie przyjemność. Nikt mnie do niego nie zmusza, sama za niego płacę - jak nie chcę chodzić, to nie chodzę i już. Tak samo z imprezą czy wypiciem alkoholu, albo zjedzeniem lodów, albo obiadu, albo poczytaniem książki. Czynność ma nam sprawiać przyjemność. Więc dlaczego tak bardzo wstydzimy się, że nawet sami do siebie nie powiemy, że nie chce nam się? Tak po prostu i najzwyczajniej w świecie?

Kiedyś przeżyłam olśnienie. To było podczas jakiegoś spotkania na temat asertywności. Olśnienie dotyczyło zdania "nie musisz się tłumaczyć, kiedy mówisz nie". No bo rzeczywiście, nie muszę...Tak samo nie muszę się usprawiedliwiać, jeśli czegoś mi się nie chce zrobić. Zwłaszcza przed sobą. Nie mówię o tym, żeby natychmiast rzucać wszystko i leżeć na kanapie całymi dniami. Chociaż...Bo kiedyś próbowałam. I wierzcie mi - strasznie szybko mi się znudziło i zachciało "chcieć":-) Czego i wam życzę.

Dodaj komentarz

 

Komentarze (1)

avatar Dodał(a)
Gość Doti 22.07.2010
Przynajmniej pracujesz... Ja od miesiąca mam "wakacje". Na początku owszem, chciałam odpocząc po wszystkich nieprzespanych nocach z powodu egzaminów, ale teraz to siedzę i zwyczajnie nic nie robię. Czasami się wstydzę sama przed sobą, że mogłabym coś zrobic. Ale cóż poradzic. Nawet gdy chciałabym wpisac coś do swojego Cv to praktyki bezpłatne i tak można dostac dopiero na 4 lub 5 roku studiów, kiedy ja idę na 3. A co do usprawiedliwienia, że jest za gorąco aby cwiczyc, to doskonale je znam. Oby nam się zachciało ;)