Zadam wam niewygodne pytanie - kiedy ostatni raz, nie umawiając się wcześniej, wpadliście z wizytą do przyjaciół? No właśnie...Bo ja to chyba po raz ostatni w czasie studiów, czyli...ho ho i jeszcze trochę czasu temu.
Już od bardzo dawna nie przychodzę do znajomych z niezapowiedzianą wizytą. Zawsze jest to związane z wcześniejszym telefonem, ustawianiem kalendarzy, kiedy komu pasuje i ile musi wygospodarować czasu. Mam takiego kolegę, z którym zwykłe pójście na piwo do baru wymaga umówienia z trzytygodniowym wyprzedzeniem. I taka psiapsółkę, z którą zgrywamy się zawsze na dwa miesiące naprzód. Dawno minęły te czasy, kiedy to do wspomnianej psiapsiółki wpadałam ot, tak sobie. no, faktem jest, że mieszkała piętro wyżej w tym samym akademiku.
Czy naprawdę musimy tak wszystko planować? Wyjście na zakupy, wizyty w klubie fitness, nawet wyjście z psem? Przecież nie jesteśmy AŻ TAK zajęci...Więc czego przejawem jest to zapełnianie kalendarza? Daje nam poczucie kontroli nad własnym życiem? A przecież właśnie wtedy, kiedy wszystko zaplanujemy, jakieś nieoczekiwane wydarzenie jest w stanie wytrącić nas całkowicie z równowagi. I to znacznie bardziej niż wtedy, kiedy po prostu poddajemy się wydarzeniom.
Komentarze (6)
Gość Richard 03.04.2012
Gość charkOrek 15.03.2012
Gość charkOrek 21.02.2012
Gość immoboste 06.02.2012
Gość Swovanimowvok 02.01.2012
Gość TireHinfurn 22.12.2011