6 lutego
(Nie)codzienne czarowanie
23.08.2010 godz. 11:04

Czy ja wam kiedyś wspominałam, że daleko mi do bycia kurą domową? Najbardziej odnajduję się w byciu poza domem, przesiadywaniu w klubach i na kaweczkach, uwielbiam spotykać ludzi i wymieniać poglądy na temat, co niektórzy - niesłusznie - nazywają plotkowaniem.

Jednak im bardziej się udzielam, tym częściej potrzebuję chwil samotności. Ale jakoś mi niezręcznie bezczynnie siedzieć całymi dniami, więc - ja, kuchenna noga stołowa - postanowiłam zająć się gotowaniem. Nie takim codziennym, dla całej rodziny, co wymaga dyscypliny i solidnego rzemiosła. Ja postanowiłam się zająć gotowaniem artystycznym i spontanicznym. A więc najlepiej takich rzeczy, których nikt nie zna (całkiem logicznie, bo nikt wtedy nie może porównać mojej pomidorowej z pomidorową mamusi, gdzie moja pomidorowa oczywiście przegrywa). A ponieważ uwielbiam Hiszpanię, padło na kuchnię hiszpańską. I zaczęło się siekanie czosnku, czerwonej cebuli, papryki i pomidorów, przyprawianie owoców morza i doprawianie potraw winem, octem z sherry i oliwą z oliwek.

Gotuję dla siebie. Nie dlatego że muszę, ale dlatego, że chcę. I całkiem zmienia to jakość gotowania! W każdym ruchu noża, takim bez pośpiechu, w każdym ruchu łyżką w garnku jest wtedy coś magicznego. Nie spieszę się, bo nikt mi za plecami nie woła, że jest głodny i chce jeść dużo i natychmiast. I wierzcie mi - ja, gospodarna inaczej, polubiłam to!

I teraz, oblizując wazową łyżkę, myślę sobie, że może warto zrobić jeszcze coś tylko dlatego, że mam na to ochotę, a nie dlatego, że muszę.

Dodaj komentarz

 

Komentarze (1)

avatar Dodał(a)
Gość mareklewandowski 24.08.2010