Witajcie! Tydzień mnie nie było, bo pojechałam na zasłużony i długo wyczekiwany urlop. I niestety dopadło mnie w trakcie wyjazdu choróbsko. Zamiast ostrych ćwiczeń na macie i tłuczenia wszystkich, którzy znajdą się w pobliżu głównie spałam, a w czasie treningów ruszałam się jak mucha w smole, za to zła jak osa.
Przypomniało mi się za to, jak ileś wpisów temu mówiłam, że chcieć to móc i świat jest odbiciem stanu naszego umysłu. I żeby nie walczyć z przeciwnościami losu, ale się im poddać i wykorzytać je do osiągnięcia własnych celów. Czy choroba była przeciwnością losu? Zdecydowanie tak. Jak ją w takim razie wykorzystać do osiągnięcia własnych celów?
Od dawna walczą we mnie dwie, zdawałoby się, przeciwstawne filozofie. Zachodnia, można powiedzieć - amerykańska, czyli weź sprawy we własne ręce. Robię tak i to działa. Z doświadczenia wiem, że motywacja i determinacja pozwalają nam na osiągnięcie 90 procent celów. Jest jednak te 10 procent, przy których żadna determinacja nie pomoże. Wtedy dopuszczam do siebie dawno temu studiowane mądrości zen: nie szarpać się, tylko żyć jak liść płynący po strumieniu. Opuścić ręce i dać się ponieść prądowi, a życie i tak wszystko samo rozwiąże. Wystarczy tylko trochę poczekać.
Czy jest w tym sprzeczność? Tak - ale filozofia zen dopuszcza istnienie dwóch przeciwstawnych twierdzeń, gdzie oba są prawdziwe. Zatem gdzie jest haczyk? Bo - jak powiedział Pascal, nauczyciel sztuki miecza, którego poznałam podczas wyjazdu, zawsze jest jakiś haczyk. Haczyk polega na tym, żeby odpuścić we właściwym momencie...
Jeżeli poddamy się na początku działania, nie osiągniemy nic. A przynajmniej będzie to trwało bardzo długo. Tak długo, że zdążymy się zmęczyć sytuacją. Już nie mówiąc o tym, że rozwiązanie może nigdy nie nastąpić - tak jak u tych, którzy zamiast poszukać sobie lepszej pracy, czekają całe życie na wygraną w totka. Jeżeli będziemy zdeterminowani do końca sytuacja, gdzie coś nie będzie zależeć od nas, może nas załamać - choroby są tutaj najlepszym przykładem. A więc trzeba znaleźć złoty środek. Jak? A to już zależy od danej osoby...
No więc jak ja sobie poradziłam z chorobą? Leżę. Odpoczywam. Czytam. I powoli przekonuję się do myśli, że mój organizm wiedział, co robi, bo inaczej bym sie wypoczęła, nie wyspała się i wróciła do pracy bardziej zmęczona niż wyjeżdżałam.
Komentarze (2)
Gość burbOrienry 04.11.2010
Gość VerWerehity 23.10.2010