Ostatnio pisałam, że być może nie lubimy samotności dlatego, że zaczynamy wtedy myśleć. Zastanawiać się nad sobą i nad otaczającą nas rzeczywistością. Instynktownie unikamy zastanawiania się bo czujemy, że to otoczenie nam nie odpowiada. A jak już dojdziemy do tego wniosku, wypadałoby już coś z tym zrobić, a najczęściej nam się nie chce.
Wiecie, skąd w nas to lenistwo i niechęć do zmian? Ja nie wiem. Nigdy nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego, jeśli komuś się nie podoba jego praca, jej nie zmieni. Dlaczego, jeśli nie jest w związku małżeńskim i nie jest obarczony dziećmi czy związany wspólnotą interesów ciągle jest z kimś, kogo nie lubi, nie toleruje, nie szanuje, a przede wszystkim nie kocha? A zresztą - czy koniecznie trzeba zmieniać pracę i partnera? Zmiana nie zawsze musi być zmianą definitywną. Może wystarczy uświadomić szefowi, że nie podoba się wam obecny zakres obowiązków albo pensja? Czasem działa. Tak samo jak działa, jeśli powiecie komuś palącemu na przystanku, że tu obowiązuje zakaz palenia. Jedna osoba na 10 nie zgasi papierosa. Ale nie dowiecie się, czy akurat trafiliście na nią, jeżeli nie otworzycie ust.
Jednak bezrefleksyjność - tak mi się wydaje - charakteryzuje głównie tych, których widać chodzących z imprezy na imprezę, pijących do nieprzytomności, wiecznie w tłumie. Dla mnie wygląda to tak, jakby wszyscy oni uciekali przed swoim życiem - pustym i pozbawionym sensu. Uciekali, zamiast mu ten sens nadać.
Komentarze (0)
Brak komentarzy