19 maja
Mały tchórz
17.10.2010 godz. 12:37

Ostatnio było o wyborach, także tych trudnych. A dzisiaj będzie o tym, co nieodłącznie z tymi wyborami jest związane - o tchórzostwie. Bo nie wystarczy dokonać wyboru - trzeba go jeszcze zrealizować. A to już, jak się okazuje sprawa znacznie trudniejsza.

Pisząc o tchórzostwie nie mam na myśli tego, które każe uciekać z pola bitwy czy stawać się agentem tajnych służb. Mówię o tchórzostwie zwyczajnym, codziennym. Na pewno wiecie jakim - takim, które każe nam wciskać głowę w ramiona i udawać głuchego i ślepego, gdy dwa wyrostki głośno obrzucają się obelgami w tramwaju. Takim, które każe grzecznie sie usunąć, gdy wrzaskliwa kobieta w wieku średnim wpycha się przed nas do kolejki. I takim, które każe nam znosić to, że dziecko sąsiadów z góry codziennie skacze na skakance.

W takich przypadkach nie musimy dokonywać wyboru. Wiemy, że tak nie powinno być, a jednak coś nas powstrzymuje przed interwencją. Co właściwie? To, że nastolatek z tramwaju obrzuci nas brzydkim słowem? Że bezczelna kolejkowiczka albo sąsiadka z góry zacznie na nas wrzeszczeć? No i co z tego? Tak samo boimy się podejść do szefa i powiedzieć, że nie podoba nam się, że piątą niedzielę z rzędu spędzamy w pracy, boimy się powiedzieć partnerowi, że od dawna nam się nie układa. Czego się boimy?

Jeśli boimy się drugiej osoby - wrzasku, obelg, wyzwisk - dobrze jest zastosować zasady samoobrony. Większość agresorów jest agresorami tylko wobec tych, których uważają za słabszych. Wystarczy odrobina stanowczości i pewności siebie, żeby zrezygnowali. Jednak są takie sytuacje, kiedy wiemy, że druga osoba nas nie skrzywdzi. Partner zrozumie, a szef po prostu jest pracoholikiem i różnica między niedzielą a dniem powszednim mu umknęła. Wtedy sprawa jest trudniejsza, bo wtedy boimy się tak naprawdę sami siebie. A ten strach jest znacznie trudniej przezwyciężyć.

Dodaj komentarz

 

Komentarze (0)

Brak komentarzy