Kochani!
Zostawiłam was na trochę, bo jak zwykle byłam w podróży. Tym razem pognało mnie na wschód, czyli na Litwę, do Kowna. Gdzie na własne oczy mogłam się przekonać, że polityka to jedno, a zwyczajne życie to drugie. Bo wbrew temu, co piszą gazety o zaostrzeniu stosunków między naszymi krajami, Liwini są szalenie życzliwi. Większość z nich zna polski język, a w powietrzu czuć...jakby tu ładnie powiedzieć...braterstwo.
No i od razu mi sie nasunęła refleksja szersza. Przecież tak naprawdę tyle wiedzy o świecie czerpiemy nie z własnego doświadczenia. A z gazet, telewizji, internetu. Tymczasem to, co tam zobaczymy, może różnić się od rzeczywistości jak pies od jeża. Wiem, że łatwiej jest połykać przemieloną już papkę informacji, zamiast pomysleć samemu. Myślenie przecież boli, zajmuje czas i trwa znacznie dłużej, niż obejrzenie migawki w telewizyjnych wiadomościach. Ale, nie pozwalając sobie na myślenie, przyswajając to, co milionowa rzesza innych osób, stajemy się dokładnie tacy sami jak reszta. Być może dla kogoś podobna standaryzacja jest plusem, ja jednak zdecydowanie wolę indywizualizm. Niech będzie nawet ekscentryzm.
Dlatego od dziś postanawiam nie wierzyć, a sprawdzać. I nawet niech to zajmie mi to całe dnie.
Komentarze (3)
Gość studentka 26.11.2010
Gość Studentka 14.11.2010
Gość nono 12.11.2010