19 maja
Obiecanki cacanki
18.01.2011 godz. 12:50

Witajcie, kochani!

Znowu zostawiłam Was na dłużej, ale niestety nie było to zależne ode mnie i postaram się, żeby więcej nie miało miejsca. Za to zapewne działo się wiele w waszym życiu i wieloma rzeczami możecie się podzielić. Wiadomo - koniec starego roku i początek nowego to czas podsumowań - co się udało zrobić, czego nie. I postanowień. Macie jakieś noworoczne postanowienia? I w ogóle - macie w zwyczaju je robić?

Przyznam się wam, że już nie robię postanowień. Nie tylko noworocznych, ale żadnych. Nic bowiem tak nie zniechęca człowieka jak to, że coś musi zrobić ( i nic tak nie skłania do zrobienia czegoś jak zakaz, prawda?). Ja na przykład nie jadam czekolady. Ani ciastek czy innych słodyczy. Ale nie dlatego, że sobie zabraniam, ale dlatego, że nie mam ochoty. Wystarczy jednak, że powiem sobie, że od dziś mam dietę i unikam węglowodanów i NATYCHMIAST na widok czekolady dostaję ślinotoku. No i oczywiście - muszę ją zjeść.

Ktoś kiedyś powiedział, że najlepszym sposobem walki z pokusą jest uleganie jej. Jest coś w tym. Jeśli nie mówisz sobie, że czegoś nie możesz, nie myślisz o tym, nie ciągnie cię do zrobienia zabronionej czynności. Niestety w ludzkiej naturze leży twierdzenie, że skoro coś nie jest zabronione, to można to robić. Bardzo niebezpieczne stwierdzenie, bo bardzo cienka granica dzieli od "mogę" do "robię". Weźmy na przykład parę: jego i ją. Nie są małżeństwem. Nie ślubowali sobie wierności. Czy to znaczy, że mogą się zdradzać?

Wspomniana para nie jest wymyślona, ale za to jest bardzo dobrym przykładem. Bo - jak to w życiu bywa - doszło do zdrady. Na krótko przed ślubem, tak jakby strona zdradzająca chciała wykorzystać ostatnie chwile tuż przed złożeniem przysięgi. Sprawa się wydała i druga osoba zażądała obietnicy, że coś takiego więcej się nie powtórzy. I usłyszała "nie mogę ci tego obiecać, bo nie wiem, czy dotrzymam obietnicy".

I tu jest moja puenta i pytanie zarazem do was - czy obiecujemy tylko to, co możemy łatwo dotrzymać? W takim razie po co obiecywać?

Dodaj komentarz

 

Komentarze (3)

avatar Dodał(a)
Gość arnika 27.05.2011
jak to kiedyś ktoś powiedział: "Obiecywanie to kłamanie" to tyle odnośnie moich poprzedniczek, bo ja z nim się nie zgadzam :D tematem, który nawiązuje do Pani wpisu jest honor i słowo, które kiedyś coś znaczyło. Teraz chronimy się za tomami przepisów, wszystko ma być na papierze z podpisami, pieczątkami, certyfikatami itd. Nikt nikomu nie wierzy, nikt nie wierzy sobie. Obiecywać warto pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z tego jaki jest cel danej obietnicy, że wiemy jakie wyzwanie za sobą niesie i jak będziemy nad sobą pracować. Praca jaką włożymy w realizację będzie nas określać. Obietnica nie ma nas kontrolować, nie ma ograniczać ma pozwolić dojść do jakiegoś celu, ma pomóc znaleźć alternatywną drogę, ma nas czynić lepszymi.....
avatar Dodał(a)
Gość studentka 23.01.2011
Długo czekałam na Pani wpis, ale się doczekałam i przyznam że było warto :P temat składania obietnic jest trudny jak same obietnice lub przyrzeczenia. mnie osobiście postanowienia nie wychodzą zawsze coś mi przeszkodzi (zazwyczaj to zycie plany burzy),ale dałam sama sobie słowo, które muszę dotrzymać by nie doprowadzić do samozagłady i myśle że dzięki determinacji misja się powiedzie. Pozdrawiam i czekam na wiecej...
avatar Dodała
23.01.2011
Moim zdaniem obiecywanie komuś czegoś , a nawet samemu sobie jest z góry skazane na niepowodzenie. Przecież jak ktoś powiedział kiedyś znamy sie na tyle dobrze na ile ktoś nas przetestował ( nie jesteśmy w stanie przewidzieć swojego zachowania za jakiś czas). Osobiście wiem po sobie że obiecanie czegoś jest pierwszym ruchem do złamania te że obietnicy. Czy nie jest tak że z momencie wypowiedzenia obietnicy zaczynamy się pilnować aby jej czasem nie złamać, co staje się naszą obsesją, z czasem paranoją aż w końcu człowiek sobie ulży i złamie obietnice. Skutkuje to pozbyciem się paranoi no i może w poważnych przypadkach kacem moralnym, nie mniej jednak jest to mniej groźne niż rozwijająca sie w nas kontrola, kontrola która z czasem zaczyna nas męczyć.