19 maja
Ach, niemiłym być
07.02.2011 godz. 15:04

Wiem, że generalnie propaguję w tym blogu życzliwość wobec innych ludzi i całego świata, ale tym razem zafunduję wam zwrot o 180 stopni. Powiem tak - czasami bycie niemiłym się opłaca. I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o jakieś materialne zyski.


Zawsze uważałam, że uśmiech jest w stanie sprawić wiele. Jeśli uśmiechnę się do pani na poczcie i powiem jej "dzień dobry", to i ona może się uśmiechnie i obsłuży mnie jakoś szybciej. Nawet urzędniczka w ZUS-ie odpowiada drgnięciem ust na "eksperymentalny sygnał dobra", jak o uśmiechu pisała Małgorzata Musierowicz. A jednak nie wiem, co jest takiego w ludziach, że jeśli się uśmiechasz, od razu myślą, że można cię wykorzystać. Zawracać głowę, zwalać na ciebie swoje obowiązki albo - moje ulubione - udzielać ci zbawiennych rad dotyczących wszystkiego. Jakby uśmiech na twarzy oznaczał osobę słabą, naiwną, którą można wykorzystać, głuptaska, który sam o życiu nic nie wie.

Owszem, lubię się uśmiechać. Ale mam silne poczucie własnych granic. Nie oznacza, że nie chcę ludziom np. pomagać. Jeśli proszą i naprawdę tego potrzebują - tak, z tym samym uśmiechem na ustach. Ale jeśli zmienia się to w wykorzystywanie - a zwróćcie uwagę, że bardzo chętnie wykorzystujemy innych, dając upust swojemu lenistwu - to mówię temu stanowcze "nie".


Pomyślcie, jaki przyjemniejszy byłby świat, gdybyście (z uśmiechem na ustach) odpowiedzieli swojej szefowej "przepraszam, ale jestem strasznie zawalona robotą. Może zrobi to Kasia?". Sąsiadce z góry "przepraszam, ale czy córeczka mogłaby nie skakać na skakance przez cały dzień". Albo teściowej "dziękuję mamo, ale myślę, że nie powinniście przychodzić do nas bez uprzedzenia" czy "dziękuję za radę, ale myślę, że wiem, jak karmić dziecko". Jesteście niemili, ale w miły sposób. To nawet chyba się asertywność nazywa.

A ja wam jeszcze powiem, że mina pani z tramwaju, która zwróciła mi uwagę, że nie powinnam chodzić na tak wysokich obcasach, po usłyszeniu uprzejmej (choć niemiłej) odpowiedzi "myślę, że to nie pani sprawa", była bezcenna.

A więc życzę wam na ten tydzień odrobiny kontrolowanego "bycia niemiłym".

Dodaj komentarz

 

Komentarze (2)

avatar Dodał(a)
Gość studentka 11.02.2011
Co do sytuacji opisanych wyżej i tym podobnych to stawiam na dr. Housa. Dobry sposób ponieważ nie zależy mi na tym by Pani na poczcie czy w banku się do mnie uśmiechała. Cięte riposty są skuteczne i dzięki nim nie ma zawracania głowy i tracenia czasu. Krótko i na temat. P.S satysfakcja gwarantowana. Człowiek jest gorą!! Polecam
avatar Dodał(a)
09.02.2011
Doświadczyłam takiej postawy innych (szukających naiwnych) wobec mnie (naiwnej, skoro ciągle się uśmiechałam) w pierwszej klasie liceum. Nie znaczy to, że teraz też nie doświadczam, ale wtedy było to najbardziej intensywne. Niektórzy koledzy wyrobili sobie na mój temat opinię jeszcze przed zamienieniem ze mną choć słowa, bo ,,tylko głupi ciągle się szczerzą." Smutne, ale prawdziwe. Natomiast ,,bycie niemiłym", asertywnym, o ciętym dowcipie czy jakkolwiek inaczej to nazwiemy jest najlepszą obroną. Kontroli nad sobą uczę się każdego dnia, ale jak sprawnie się przy tym myśli, nie dając językowi wypaplać pierwszego lepszego tylko ,,to nie pani sprawa" ;)