Kochani - po pierwsze, może zauważyliście, że mamy ostatnio kłopoty z newsletterem i cały czas w waszych skrzynkach pojawia się informacja sprzed kilku miesięcy. Bardzo was przepraszam, ale technika czasem płata różne figle, pracujemy nad usunięciem problemu, żeby rzeczy na temat Schmitta i tego, co dzieje się na stronie, do was docierały na bieżąco.
A swoją drogą, czy wiecie, że Trucicielka znalazła się na liście najlepiej sprzedających się książek Empiku? Jeśli jej nie macie, kupcie koniecznie. Jeśli nie chcecie kupować kota w worku przypominam, że na stronie http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,2917,Trucicielka_ znajdziecie fragmenty książki. Kupując przez stronę wydawnictwa możecie też zaoszczędzić parę groszy...
A co do spostrzeżeń z podróży, których ostatnio mi nie brakuje - i pewnie będą się one pojawiać jeszcze długo, do tej o kłamstwie we wzajemnych relacjach dołączyła obserwacja na temat zasad. Ogólnie pojętych. I autorytetow. Bo co to znaczy - autorytet? Czy to ktoś, kogo słuchacie bez zastrzeżeń? Ufacie mu tak, że zrobicie ślepo dla niego wszystko? A może jest pewna granica - na przykład gdy wasz autorytet postępuje wbrew waszym zasadom? Przykład, moze brutalny - jesli autorytet każe wam okraść staruszkę albo pobić dziecko, zrobicie to?
Ja, mimo wszystko uważam, ze Bog po to dał człowiekowi rozum i wolną wolę, żeby ten wiedzial, co należy robić, a czego nie. I swoim rozumiem kierował się we własnym postępowaniu. Ale...czy to nie podważa zaufania do autorytetu? Bo może on ma coś na myśli? Przypomina się biblijna historia o synu, którego Józef miał poświęcić na żądanie Boga.
Co o tym myślicie? Ufacie komuś tak bezgranicznie czy może w obecnym świecie poddajecie się wszechobecnej nieufności?
Komentarze (8)
Gość sovakertoksak 03.01.2012
Gość SouccughBow 22.12.2011
Gość backlinks 11.12.2011
Gość Studentka 21.04.2011
paniroza 20.04.2011
Gość studentka 19.04.2011
paniroza 19.04.2011
Gość Studentka 17.04.2011