Witajcie!
Po pierwsze - chciałam powiedzieć, że usunęliśmy błędy z newslettera (przynajmniej taka mamy nadzieję) i teraz już będziecie dostawać dokładnie te wiadomości, które powinniście dostać:-) Jeszcze raz przepraszam i mam prośbę - jeżeli zauważycie, że cos jest nie w porządku czy w newsletterze, czy na stronie - dawajcie znać. Bardzo będę wdzięczna.
Po drugie - droga Studentko - bardzo dziękuję za podziękowania (ho, ho, ho, jak to brzmi), ale jedno chciałam podkreślić. To, co piszę, jest moim i tylko moim zdaniem. Nie chcę, żebyście pomysleli, że się wymądrzam, daję rady albo znam się na wszystkim. Jak każdy człowiek mam za sobą pewne doświadczenia, wyciągnęłam z nich wnioski i na ich podstawie udzielam rad tym, którzy tych rad chcą. Nie należy mnie jednak traktować jako wyroczni, Boże broń! Chciałabym, to takie moje marzenie, żeby każdy w swoim życiu kierował się rozumem. Czy też sercem, ale mądrze. No właśnie - chciałabym, żeby każdy postępował mądrze i zdając sobie sprawę w pełni z konsekwencji własnych działań. Obawiam się jednak, że nie mam co na to liczyć, bo jak mawiał Albert Einstein tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Są jeszcze wątpliwości co do pierwszej.
Wciąż kołujemy dookoła kwestii wyborów, zauważyliście? Wybór definiuje wszystko. Nasz wybór, wybór jednostki. I nie ma co się oszukiwać, że są wybory małe, nieważne, albo duże, które kładą się cieniem na całe życie. Jeżeli podejmiecie decyzję, czy iść do domu piechotą, czy jechać tramwajem, może wam się wydawać, że jest to decyzja mało znacząca, przecież podejmujecie podobne codziennie i poniekąd automatycznie. Zgoda. Ale jeśli się okaże, że tramwaj, którym zamierzaliście pojechać, się wykoleił, zginęło kilkanaście osób, to ten wybór już taki niewinny nie jest. Przykładów jest mnóstwo. Ktoś oddaje komuś bilet na samolot, żeby jechać pociągiem, samolot spada, wszyscy giną. Słysząc podobną informację o czym mówimy? O szczęściu tego, co ocalał, może przeczuciu. O tym, który zginął, że tak chciał los. Ale czy na pewno? Czy to nie była konsekwencja jego działania? chcę lecieć samolotem. Wiem, że samoloty spadają. Wniosek = lecąc, liczę się z tym, że mogę nie przeżyć podróży. Myślę o konsekwencjach. A więc piszę testament, zamieniam parę słów z najważniejszą osobą, nie zostawiam niedokończonych spraw.
Wiem, wiem - mało kto tak robi. A tych, którzy tak robią, nazywa się paranoikami. Ale czy nie powinniśmy żyć tak, jakby była to nasza ostatnia chwila? Pomijając sprawy formalne - myślę, że wtedy życie nabiera niezwykle intensywnego smaku.
Komentarze (5)
Gość Richard 03.04.2012
Gość Ethitoush 11.03.2012
Gość Ethitoush 17.02.2012
Gość Heancyeaserly 06.02.2012
Gość backlinks 02.01.2012