19 maja

Podziały

Dzisiejszego ranka, inni bardziej punktualnie, inni mniej, przywlekliśmy się na siódmą trzydzieści do szkoły. Ja nawet wcześniej, ponieważ nie chciałam zawieść naszej profesorki i samej siebie. Udało się.
Pierwszą lekcją była godzina wychowawcza. Niestety, poruszono temat, który był interesujący, ale niewygodny. Dla wszystkich. Padło hasło ,,klasa jest podzielona”. I wszyscy, reagując odruchem Pawłowa, automatycznie skurczyli się w sobie i skrzywili usta.
Nic dziwnego i nic nowego – wszyscy od dawna zdawaliśmy sobie sprawę z dwóch grup, na które podzielona jest nasza klasa. A każda z tych grup dzieli się na mniejsze, a te znów, na zupełnie maluteńkie grupy dochodzące nawet do jednej osoby. Przecież ja sam mogę być swoim najlepszym (i jedynym) przyjacielem, czemu nie?
I drugie niewygodne pytanie: tylko, właśnie, ,,po co”? Po co się dzielić? Jesteśmy klasą, społecznością żyjącą ze sobą z dnia na dzień, z lekcji na lekcję, nieprzerwanie kilka godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu. W szkole spędzamy ponad połowę swojego czasu, jako nastolatkowie. Wiedzieliście o tym?
Dzielimy się, ponieważ taka jest nasza mentalność. Tak ludzie zachowują się w tym wieku. Jeśli ty uważasz za fajne być dwójkowiczem, który do szkoły owszem, chodzi, ale po to tylko, by mieć ją z głowy, żeby starzy się nie czepiali i żeby można było zająć się własną muzyką – to jesteś nim. Jeśli interesują cię chłopcy, ciuchy i kosmetyki, a przy tym poszłaś (czy też poszedłeś, nie dyskryminujmy nikogo) do klasy humanistycznej, bo myślałeś, że jest najłatwiejsza, to interesujesz się tylko nimi. Jeśli wreszcie interesuje cię ten profil, jesteś już ukierunkowanym i pewnym swoim drogim człowiekiem, będziesz się w tej klasie realizował i pracował systematycznie. Można by tak wymieniać w kółko i zaręczam, że tacy ludzie i masa, masa innych istnieje, bo ,,każdy jest inny”.
No dobrze, ale mimo swojej indywidualności człowiek jest istotą społeczną. Musi wchodzić w interakcje, przynależeć gdzieś. Ma to w genach, potrzeba kontaktu jest jedną z bardziej podstawowych ludzkich potrzeb. Okej, ale skoro jesteś indywidualistą, to masz konkretne wymagania co do społeczności, do jakiej ewentualnie mógłbyś należeć. Bo to łaska. Jeśli w klasie z dnia na dzień zjawia się nowa osoba, to ludzie mogę zrobić dwie rzeczy: albo przyjąć ją z otwartymi ramionami, albo wyświadczyć jej łaskę i przyjąć do swojej społeczności, jednocześnie szepcząc za jej plecami. Sama byłam w sytuacji ,,tej nowej”, potwierdzam, tak jest.
Mamy więc już naszą społeczność: poznajemy ją po sposobie ubierania się, języku, a jeśli jest nam przychylna, staramy się nawiązać z jej przedstawicielami kontakt. Przeważnie się nam udaje i zostajemy przyjęci. Udało ci się, jesteś już ,,jedną z nas”.
Co teraz? Osiągnęliśmy swój cel, jesteśmy wewnątrz grupy, jesteśmy grupą. Ale co to? Nagle w klasie wykształca się inna grupa, prawie wszystkim się od nas różniąca. Oni nie ubierają się tak jak my, nie mówią jak my, nie wyglądają jak my. Nie są nami. Dlatego albo będziemy ich ignorować, ,,ocierając się” o nich codziennie, odpowiadając zdawkowym ,,cześć” na korytarzu, albo…zaczniemy klasowy mobbing.
Jeśli jesteśmy silniejszą grupą, mającą więcej członków czy też biernych zwolenników, uda się nam i doprowadzimy do wojny. Małej, klasowej wojenki, na słowa, które ,,potrafią ranić bardziej niż gesty”, potrafią ,,wbić nóż w plecy”. Krytykujemy ich, ich sposób ubierania, drwimy z ich zainteresowań i pasji. Bo przecież to my jesteśmy lepsi.
Nie zawsze tak jest. Być może podałam przykłady zbyt drastyczne. Jednak patrząc na to, co przydarzyło się trzynastolatce z rąk rówieśniczki ledwo tydzień po pierwszym spotkaniu, może jednak nie.
,,Oczekuję propozycji, by to zmienić”, usłyszeliśmy i pokiwaliśmy głowami, każdy patrząc w inną stronę lub wymieniając porozumiewawcze uśmieszki. Bo tego nie da się zmienić, pani profesor. Sama pani powiedziała, że jeśli już, to na pewno nie tak szybko, po jednej czy dwóch godzinach wychowawczych. Nasza klasa jest stale podzielona na NAS i ICH, i tych dziwaków, samotników, co to nigdy do nikogo się nie odzywają. Zawsze się dziwiłam, jak oni mogą to wytrzymać.
Szczerze? Pewnie wszystkim to wisi, ale jednak chciałabym to zmienić. Chciałabym sprawić, by te podziały zniknęły, by każdy mógł z każdym, nawet nie lubiąc go, porozmawiać. Możliwe nawet, że mam pomysł na to, by to rozwiązać. Problem w tym, że nie wszyscy ten pomysł pochwalą, a wiele osób mnie oleje, bo przecież dobrze jest, jak jest, trzymaj się swojej strony płotu. Dlatego zadam sobie, i Wam, pytanie:
Czy w ogóle warto?
Ocena

Dodaj komentarz do dzieła

Zaloguj się, aby móc komentować.

Komentarze działa (1)

avatar Dodał(a)
06.10.2010
Nie warto. Nie ma co się poświęcać dla znajomości, które i tak z czasem się rozlecą. Nie da się również znaleźć wspólnego punktu, celu, który całą klasę "zjednoczy". Grupki będą zawsze. Od tych wymuszonych w szkole (podział na grupach językowych - już przez to ludzie z drugiej grupy nie połapią się w żartach sytuacyjnych pierwszej, zrobią się podziały) po pozostałe powstałe przez różnice w zainteresowaniach i poglądach. Lepsza jest mała grupka w klasie, pełna fajnych osób, przyjaciół, niż jedna wielka i niestała w postaci całej klasy. Nie zawiedź się, bo niektórzy mogą Twoje starania i pomysły połączenia wszystkich w jedną spójną grupę brutalnie olać.