Wybory...ale etyczne ;]
,,Utylitaryzm (łacińskie utilis - użyteczny) – postawa zwana też filozofią zdrowego rozsądku, kierunek etyki zapoczątkowany w XVIII wieku, wg którego najwyższym dobrem jest pożytek jednostki lub społeczeństwa, a celem wszelkiego działania powinno być „największe szczęście największej liczby ludzi".
Programem utylitarystów jest próba obiektywnego ustalenia zasad działań przynoszących pozytywne i negatywne efekty. Podstawowym kryterium rozróżniania działań pozytywnych i negatywnych stała się dla utylitarystów zasada użyteczności. Głosi ona, że postępowanie jest słuszne, jeśli prowadzi do uzyskania jak największej ilości szczęścia i jak najmniejszej ilości nieszczęścia Ich zdaniem, intencja czynu nie ma większego znaczenia etycznego - ważne jest tylko, czy daje on więcej efektów korzystnych czy szkodliwych."
- z Wikipedii, (ścisłej) encyklopedii
Nie lubię Wikipedii, ale tak najłatwej przedstawic mi temat dzisiejszych rozważań. Brzmi to (użyję specjalnie tego epitetu) strasznie patetycznie, ale przez cały dzień się dzisiaj nad tym zastanawiałam i...
...Ale od początku.
Świąteczna paczka, czyli akcja organizowana m.in. przez naszą klasę zakłada pomoc finansową wybranej rodzinie, która sugeruje swoje potrzeby i prosi o wsparcie. Zgłaszają się osoby z naprawdę trudną sytuacją, wręcz beznadziejną. (Swoją drogą, denerwuje mnie, że takie akcje organizuje się masowo akurat na święta. Rozumiem, że to okres Wielkiej Dobroci, ale kazac czekac tym ludziom cały rok na paczkę...Są inne fundacje, ale mimo wszystko...Nie lubię.)
Nasza tablica rankiem wyglądała tak:
pani X (trójka dzieci, bez ojca, na zasiłku dla bezrobotnych), pani Y (czwórka dzieci, ojciec nie pracuje, grozi utrata mieszkania), pani Z (rak, synek 4-letni chory na astmę i niepełnosprawny, miesięczny dochód - suma trzycyfrowa)...
I każda z tych pań prosi o ubrania, fotel, encyklopedię dla dziecka, pralkę...podstawowe potrzeby. Któraś nieśmiało wspomina o książce do historii, bo syn tak się interesuje, a pieniędzy nie ma...
Widzę tę tabelkę przed sobą i duszę się ze współczucia. Nagle słyszę: ,,Wybierajcie."
Jeden głos, nie ma wstrzymywania się.
„(...)największe szczęście największej liczby ludzi" - ale co zrobic, gdy oni WSZYSCY są tak samo potrzebujący? Jakie kryterium obrac, żeby wybrac jednak tych najbardziej...?
Jak najwięcej szczęścia przy jak najmniejszej ilości nieszczęścia. Pomaga mi to tyle co nic. Chyba jest to oczywiste. W końcu wybrałam panią, która miała sytuację tak dramatyczną, że nie było się mi to w stanie zmieścic w głowie.
Większośc postąpiła podobnie.
Z przygnębieniem wyszłam na przerwę. Tak, tak, takich trudnych wyborów jeszcze mnie w życiu sporo czeka, wiem. Ale to było...trudne. Zbyt trudne.
Czułam się podle cały dzień i czuję również teraz, gdy o tym piszę.
Jak wy dokonujecie wyborów? Czym się kierujecie? Takie pytania padły już w którymś artykule. Sądzę, że każda sprawa jest indywidualna i nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Mimo wszystko...
Czy pozostałe rodziny również dostaną wersalkę na święta? Cokolwiek?
,,Bieda jest i zawsze będzie", westchniesz i wzruszysz ramionami. ,,Nic się na to nie poradzi. Nie uszczęśliwisz wszystkich, Wolfie."
Może i mam syndrom Matki Teresy, ale nią nie jestem. Lubię pomagac, jednak to nie moje jedyne zajęcie. Mną kieruje jedynie empatia, zawsze.
Pani X, Y czy Z?
Wybierajcie.
Komentarze działa (0)
Brak komentarzy