u wielodzietnych mimo wszystko...
och- jak znane mi są wyprawy gigantów rodzinnych gdziekolwiek.
Kiedy wszyscy są już zapakowani do samochodu (też giganta) rodzicom zazwyczaj pot zalewa skronie.
Przed wyjściem ubrać wiercącą się bandę, odsikać poszczególne osobniki,porozumieć się w kwestiach zmian w ubiorze wg. gustów jednostek, wyładować tony zabawek skrzętnie pochowanych po kieszeniach i obowiązkowo pękatych plecaczkach, jeszcze tylko pięć par butów włożyć (z własnymi - najstarszy już samoobsługowy)...
Sprowadzić troje schodowych skoczków z drugiego piętra, zagonić samosiejnych biegaczy na parking. Uf... I oczywiście ze świeżym, seksownym uśmiechem rzec do męża - Kochanie, jesteśmy gotowi...
Komentarze działa (0)
Brak komentarzy